Kilka słów o pokoleniu…
Już sam tytuł może mówić, o czym będzie dzisiejszy wpis. Mam tutaj na myśli rówieśników, znajomych nieco młodszych i tych starszych…
Większości ludzi którzy mnie znają wiedzą, że jestem spokojnym człowiekiem, nie szukającym kłopotów i lubiącym podyskutować, jeżeli znajdzie się taki temat i o ile co nieco na dany temat wiem. Lubię też obserwować, co to się dzieje w naszej społeczności, na świecie i zauważam jak to nasz kraj się wyniszcza. Cholera, kraj ma się dobrze! To ludzie się zmieniają. Niekoniecznie na lepsze.
Wyjdźmy sobie na ulicę w godzinach wieczornych, przejdźmy w okolicach sklepów, terenów budowy, albo ‘melin’ w których urzędują ludzie. Ano właśnie, zobaczymy ludzi w przedziale wiekowym jakieś 12-25 z browarami w rękach i fajkami, którzy rzucają wiązankami bez ogródek, dosyć mocno podniesionym tonem. Z jednej strony, nie powinno mnie to wiele obchodzić… No i niby tak jest, ich sprawa. Ale w jakimś stopniu dotyka mnie widok na przykład 12 latka, sięgającego mi do połowy klatki z papierosem w ręku i rzucający k****** . Coś tu nie gra, prawda? Ja osobiście nie widzę nic pociągającego w jaraniu tytoniu i przeklinaniu i jakoś ich nie używam specjalnie, nawet gdy zostanę mocno wyprowadzony z równowagi staram się ogarniać. Nie mówię, że jakaś ‘cholera’ czasami nie wejdzie między słowa, bo ale bez przegięć – nie leci co 2 słowo…
To teraz wracamy do domu, okno otwarte, godzina 23.14 – mam ten pech, że moim mieszkaniem znajduje się nieczynna pizzeria… Są eleganckie schodki… W sam raz żeby na nich usiąść, otworzyć piwko, zajarać i zacząć się drzeć. Nie należę do ludzi, którzy chodzą spać o godzinie 22, ale szlag mnie trafia, gdy spokojną muzykę reggae zakłócają mi wiązanki zza okna, a zapach herbatki z cytrynką chrzani smród tytoniu. Dokładnie smród, bo dla mnie palony tytoń śmierdzi, tak samo jak palony plastik. I pytanie, gdzie do cholery są władze? Gdzie, mimo już wielokrotnych zgłoszeń zagłuszania ciszy nocnej, wcześniej przez pizzerię, później przez grupy ludzi, są patrole w okolicach godziny 23-24? Pomijając szczegół, że jakikolwiek patrol na tym osiedlu to ja widzę średnio raz na 2-3 tygodnie, który i tak nawet nie zwraca specjalnej uwagi na grupę ludzi siedzących na melinie i trzymających kilka puszek piwa za murkiem. Dzwonić i zgłaszać zagłuszanie ciszy nocnej? Zgłoszę o 23, a patrol przyjedzie o 24 – to chyba nie tędy droga, co? Pozostaje więc siedzieć i przestać reagować… Aczkolwiek dym tytoniu przeszkadza mocno i nie mam jak przestać reagować na niego – wyjdzie na to, że będę musiał zamykać na noc okno…
Artykuł miał być co prawda o czymś nieco innym, ale stwierdziłem, że wyszedł by zbyt długi i podzielę go na kilka, bardziej rozwiniętych wpisów.
Miłego dnia życzę!