Hej nasze morze!
Odświeżony i wypoczęty witam z powrotem. Ostatnie kilka skromnych dni spędziłem jakże skromnie… Nad naszym Morzem Bałtyckim, a dokładniej w Pobierowie z noclegiem w Świerznie.
Posiedziałem na plaży, która była wypełniona od morza po klif na całej rozciągłości – szczerze mówiąc za pierwszym razem miałem problem ze znalezieniem dogodnego miejsca i skończyło się na tym, że spoczęliśmy dobre kilkanaście metrów od wody. Po obejrzeniu się, wygrzaniu na słonku, gdzie można było się poczuć niczym patelnia, i usłyszeniu kilku krzyków typu “Zimeee piwoo!” czy “Gotowana kukurydza!” postanowiłem wychlapać się w morzu, po czym znów wróciłem… Posiedzieć na plaży. Na takim siedzeniu na plaży i schładzaniu się w morzu minął… Prawie cały dzień.
Bo o obserwacji ciałek pięknych chyba wspominać nie trzeba? ^^
Wtrącę jeszcze, że lekko zirytowała mnie grupa ludzi w wieku dorosłym aczkolwiek młodym, którzy postanowili w temperaturze 39,5 stopnia, na pełnym słońcu, na plaży, wypić dwie flaszki i kilkanaście piw… Witamy kaca mordercę! Ciekaw jestem, czy wrócili do domu, czy może nocowali na plaży?
W każdym bądź razie… W godzinkach wieczornych odbył się smaczny grill z telewizorem w oknie i kibicowanie Urugwajowi lub Niemcom.
Przyznam, że przez chwilę zacząłem wierzyć w Urugwaj, i choć na początku byłem pewien, że Niemcy wygrają, nieco się zawiodłem.
I tak mijały sobie dni wypoczynku, nieco się spiekłem, ale miło wspominam i czas wrócić do monotonnej codzienności. To będzie taka krótka notka, dająca znak życia, bo przyznam szczerze, nie mam w tej chwili ochoty poruszać żadnego z tematów, ciągle mam jeszcze wypoczynkowy humor. Miłego dnia!